• Mapa strony
  • Strona główna
  • Logowanie
  • Poleć znajomemu

Kategorie:

zaawansowane

Szlak Oscypkowy




Historia tatrzańskiego pasterstwawiąże się nieodłącznie ze wschodnimi Karpatami. To właśnie stamtąd na przełomie XIV i XV wieku przywędrowały z Siedmiogrodu aż na Podhale plemiona Wołochów. Ich folklor zdominował kulturę tutejszych osadników, którzy chcąc nie chcąc przejęli od przybyszów także gospodarkę pasterską. Dziś „owiecki” stanowią chlubę każdego górala. Prawdziwy baca nie spędza lata pod kołdrą, ale w swojej bacówce na wysokich halach, pośród górskich szczytów. Dawniej oscypki, czyli twarde owcze sery produkowane głównie na Podhaluwraz z żentycą były używane do rozliczeń pomiędzy gazdą i bacą oraz bacą i juhasem. Dziś oscypek jest przysmakiem, który zagościł na europejskich stołach.

„Piyrwse to sie owce myje. A potem trza jom wydoić. Jak sie juz mo mleko w dzbanku, to trza je zaklagać. To znaczy zakwasić, by nie było takie słodkie, a właśnie kwaśne. Potem sie to zsiadłe mleko tak długo ściska przez jakom ścierecke, az sie zrobi jednolita gruda. Jak juz je ta gruda, to sie jom wsadza do drewnianej formy i wyndzi.” Taki przepis na oscypek, nieco odbiegający od rzeczywistego, podał kiedyś Andrzej Gąsienica-Makowski. Charakterystyczny, wędzony ser owczy jest od lat symbolem Podhala i Tatr. Od lutego 2007 roku jest produktem regionalnym, chronionym przez unijne prawo. Aktualnie przepisy określają nie tylko jego kształt i dopuszczalną zawartość krowiego mleka, ale również tereny, na których może być wytwarzany.

Na ulicach Zakopanego, Krakowa, a także innych polskich miast nie brakuje podrabianych oscypków. Aby spróbować prawdziwego, owczego sera góralskiego trzeba wybrać się do źródła, czyli certyfikowanych bacówek, w których tradycyjnymi metodami wyrabia się oscypki. Przewodnik tropto.com zaprasza w podróż po polskich górach na spotkanie z bacami i juhasami, kierdlami owiec wypełniającymi hale brzękiem zbyrcoków oraz do ciasnych drewnianych szałasów przesiąkniętych zapachem dymu i jedynego w swoim rodzaju sera.



   

PAPIESKIE OSCYPKI
Bacówka w Dolinie Chochołowskiej - Andrzej Gal Ziemba

Andrzej Gal Ziemba to legenda wśród baców. Oscypki robi od dziecka, bo i jego ojciec bacował za lepszych czasów, gdy na halach było biało od owiec. Bacówka w Dolinie Chochołowskiej wzbudza spore zainteresowanie wśród turystów, bo stoi przed nią tabliczka, informująca o wizycie Jana Pawła II.
To był 1983 roku, gdy papież odwiedził Tatry. Służby zakazały wstępu do Doliny Chochołowskiej turystom, a w górach roiło się od ochroniarzy poukrywanych w lasach. – Nie mogli Tater ostawić pustych. Ktoś owiecek musiał pilnować, ale nikt z nas nie wiedział o co chodzi – wspomina baca.
Dlaczego papież wybrał akurat Dolinę Chochołowską? – Często się Go na halach widywało. On sam jeszcze nie wiedzioł, że papieżem zostanie – uśmiecha się baca. Przed laty na Polanie Chochołowskiej często widziano go z nartami. W marcu 1960 roku wybrał się na nartach na Rakoń. – Dużo my mu tego oscypka nie dali, bo te żołnierze się bali, że nieprzyzwyczajony. Niemówił wiele, wspominał tylko młode roki, jak to chadzał po górach. No i o buta zapytał, jak to mu ojciec naprawiał – wspomina Gal Ziemba, powtarzając, że robi papieskie oscypki.

     
   

PROFESOR WŚRÓD BACÓW
Bacówka w Dolinie Kościeliskiej - Józef Słodyczka "Maśniak"

Józef Słodyczka „Maśniak” to jeden z bardziej popularnych baców, bo swoją siedzibę założył w Dolinie Kościeliskiej.Turyści odwiedzają go często, zwłaszcza latem. Ale zwykle niemają pojęcia, na czym polega praca bacy. Zdarzają się i delikwenci, którzy pytają, czy dostaną piwa do picia.
– Czasem próbują wejść do bacówki i wypatrują owiec. Naprawdę nie mają pojęcia na czym ta praca polega – śmieje się żona pani Anna. Tymczasem baca się nie poddaje i wciąż walczy o kultywowanie tradycyjnej gospodarki pasterskiej. Praca z owcami to wielka pasja. Słodyczka miał już swoje bacówki m.in. w Rabie Wyżnej, ale i nieopodal Krakowa, gdzie prowadził bacówkę związaną zUniwersytetem Jagiellońskim. Baca słynie też z dużego poczucia humoru. Na jednym z Polaniarskich Osodów w Kościelisku pojawił się ze swoim stadem owiec. Wzbudziło towielkie emocjewśród turystów, dla których białe stado okazało się wielką atrakcją.

     

 
 

RECEPTA OD DZIADKA
Bacówka w Kuźnicach i na Kalatówkach - Andrzej Staszel "Furtek"

Baca „Furtek” wywodzi się z rodu bacowskiego. Przejął chwalebne tradycje po ojcu i dziadku. – Nigdy nie myślałem o czymś innym niż bacowanie, to moja pasja – deklaruje baca z ponad 20-letnim stażem. Jego zdaniem każdy baca ma swoje sposoby na dobry oscypek. W jego rodzie skrywają rodzinną recepturę.
– Nawet najlepsze przepisy nie pomogą, trzeba dużo praktyki, by stworzyć oscypek o świetnym smaku i zapachu – kończy baca. Andrzej Staszel bacuje w Kuźnicach i na Kalatówkach. Obydwie jego bacówki położone są na terenie Tatrzańskiego Parku Narodowego.

     
   

OSCYPEK WESELNY
Bacówka "Pod Reglami" - Andrzej Kluś

Baca Andrzej Kluś bacuje przy drodze „Pod Reglami” nieopodal doliny Ku Dziurze. – O oscypkach nie powinno się mówić, tylko je robić i potem degustować – śmieje się baca. Kluś jak większość baców wywodzi się z pasterskiej rodziny, więc owce to jego pół życia. Oscypki Klusia trafiają na całe Podhale.
– Najlepiej smakują na weselach, bo jak to by wyglądało wesele bez oscypka. Jeszcze by się nie darzyło – kończy baca, zachwalając swoje sery.

     
   

BACA "NA KOŃCU ŚWIATA"
Bacówka w Bustryku - Bogdan Lassak

Do Bustryku dojechać trudno, jeszcze trudniej do bacy Lassaka. – To sam koniec wsi, prawie że koniec świata – śmieją się tutejsi mieszkańcy i powtarzają, że baca robi najlepsze oscypki w stronach.
Bacówkę rodzina Lassaków założyła w 2000 roku, nieopodal domu. Bacy Lassakowi, który wywodzi się z pasterskich tradycji pomagają żona, córki i syn. – Ale jemu tylko książki w głowie, więc chyba nawet nie będzie juhasił. To dobrze, bo to ciężki kawałek sera – śmieje się baca.
Lassak zdradza też tajemnicę oscypka. – Lepszy jestwiosną, bo wówczas mleko jest bardziej tłuste. My tu nie oszukujemy, hodujemy same owieczki.Mleka krowiego dodajemy, ile przepisy unijne mówią.A niektóre oscypki z Zakopanego czy Krakowa to nawet koło owcy nie stały – żartuje baca.

     
   

BACOWANIE TO ZDROWIE
Bacówka w Baliówce - Stanisław Chyrczyk

– Bacuje już od ponad 25 roków, ale niema recepty na dobry oscypek. Musi być smaczny, to się robi tak, żeby był smaczny –mówi baca Hyrczyk.Wswoim stadzie ma niemal 800 owiec, więc musi wcześniej niż pozostali bacowie wychodzić na hale. Zwykle czyni to już w połowie kwietnia.
Zdaniem bacy Hyrczyka wypasanie owiec to wieloletnia tradycja, więc wymogi unijne nie były mu „potrzebne do szczęścia”. Ale spełnił je bez problemów. – Ja zdrowy, owce zdrowe, czemu miałoby być źle – śmieje się baca.

     
   

BEZ IMPREZY
Bacówka na Turbaczu - Krzysztof Gach

Baca Krzysztof Gach jest samotnikiem. Dlatego jako jedyny baca wypasa owce na Długiej Hali na Turbaczu.Wswoimstadziema 150 owiec.
– Konkurencji nie ma. Nikt się tu z baców nie zapędził, bo warunki są ciężkie. Ale mi się jakoś udaje już ponad sześć lat żyć z owcami – śmieje się baca, który swoje zamiłowania pasterskie rozwijał będąc juhasem. Jako jeden z nielicznych niema bacowskich korzeni, ani dziadek, ani ojciec nie zajmowali się wypasem kulturowym. – Ale gospodarka była w domu,więc z biegiem czasu pomyślałem, że może to jest pomysł na życie. Tyle, że życie z owcami nie pozwala na imprezy – dodaje Krzysztof Gach.
Na Turbaczu nie czuje się źle, często odwiedzają go turyści. Głównie im sprzedaje owcze sery. Jego hasło brzmi: „Dobry oscypek to dobrze zrobiony oscypek”.

     
   

BACA MIĘDZYNARODOWY
Bacówka w Czorsztynie - Wojciech Komperda

Wojciech Komperda to baca pełną piersią. W jego rodzinie bacowali ojciec i dziadek, a także… teść. – Chcąc nie chcąc żeniąc się z moją kobietą trzeba było pomyśleć o stadku – śmieje się gospodarz.
Komperda wypasa swoje owce w Czorsztynie w Pienińskim Parku Narodowymprzy szlaku turystycznym na Trzy Korony. Przy stadku liczącym ponad 800 sztuk potrzebuje czterech juhasów, ale i sam nie ma lekko. Wstaje o 4 rano, ale jak powtarza, świat jest najpiękniejszy, gdy budzi się do snu.
Jak robi się smakowity oscypek? –Dobrze, czysto i solidnie – mówi Komperda. Jego produkty smakował nawet Aleksander Kwaśniewski, były prezydent Polski, któremu baca zawiózł sery do pałacu prezydenckiego. Swoje oscypki promuje też na targachmiędzynarodowych, był m.in. w Turynie.Włosi byli zachwyceni.

     
   

PÓŁ WIEKU Z OWCAMI
Bacówka w Jaworkach - Wojciech Gromada

Wojciech Gromada mieszka w najwyżej położonej wsi Tatr, Zębie. Ale bacuje daleko od domu na Jaworkach nieopodal Szczawnicy. – Od niemal 3 lat bacuję samodzielnie, ale z owcami przeżyłem już prawie pół wieku – mówi baca.
Gromada jest zwolennikiem tradycyjnego oscypka, więc w swojej pracy nie wprowadza żadnych innowacji. – Oscypki robili nasi przodkowie, więc trzeba iść ich śladem – mówi baca z Jaworek.

     
   

ŻONA TO SKARB
Bacówka w Nowym Targu (Lotnisko) - Stanisław Łaś

Stanisław Łaś bacuje przy lotnisku nieopodal Nowego Targu. – Niedługo będzie ćwierć wieku, jak się zajmuję owcami. Cieszy mnie to tak jak cieszyło ojca i dziada – mówi właściciel jednego z większych na Podhalu stada owiec. Czasem liczba owieczek pana Stanisława
dochodzi do 1200.
Duże stado wymaga pomocy kilku juhasów. Dlatego z panem Stanisławem w bacówce mieszka rodzina. – Żona jest złota, nigdy nie narzeka, że ciągle żem w pracy. A jak trzeba to posprząta bacówkę, żeby było czysto i zgodnie z wymogami unijnymi – mówi baca Łaś.
Oscypki produkuje od ponad 23 lat, ale wciąż nie zna recepty na najlepszy ser. – Jak się robi sery, to się chce żeby każdy kolejny był lepszy. Jak smakuje rodzinie to znaczy, że trzeba go sprzedać turystom – śmieje się baca.

     
   

POD TWARDĄ SKAŁĄ
Bacówka w Dursztynie - Andrzej Zubek

Andrzej Zubek to baca z wieloletnim stażem. Mieszka w Ratułowie, położonym w gminie Czarny Dunajec.Wypasa ok. 700 owiec w Dursztynie. Pasterstwem zajmuje się od lat, powtarza, że wypas owiec to największa pasja życia. Oscypki produkuje wyśmienite, bo zupełnie unijne.
Swoją bacówkę zbudował w Dursztynie, jednej z piękniejszych wsi na Spiszu. Nazwa wsi z niemieckiego znaczy „Twarda Skała”. Baca musi być więc twardym człowiekiem, bo zajmowanie się owcami wymaga ciągłej czujności. Owieczki potrafią narobić sporo problemów, więc trzeba się nimi cały czas zajmować, czasem nawet kilka razy na noc.

     
   

STATECZNA ROBOTA
Bacówka w Nowym Targu (Kowaniec) - Jacek Wolski

Jacek Wolski bacuje już prawie dziesięć lat. – Urosłem z dziada i pradziadza. Ale wcześniej juhasiłem. Co było lepsze? Juhas nie ma tylu obowiązków. Baca musi być stateczny, ma w końcu poważną robotę – mówi baca z Kowańca.
Kowaniec położony jest u podnóża Gorców w malowniczej części Nowego Targu. Piękne widoki powodują, że bacaWolski uwielbia
swoją pracę i nie wyobraża sobie innej. –Wyrosłem wśród owiecek – śmieje się.
Baca uważa, że unijne wymogi produkcji sera wcale nie psują tradycji pasterskiej. – Porządek musi być. Unia zwraca uwagę na czystość i to się chwali – kończy baca.

     
   

BACA EKOLOGICZNY
Bacówka w Łaśnicy i Łapszach Wyżnych-Nowinach - Kazimierz Furczoń

Kazimierz Furczoń jest nie tylko bacą, ale i gospodarzem. – Najważniejsza jest ekologia. Dobre pastwisko powinno być daleko od szosy, wśród dzikich ziół, jak za dawnych lat – powtarza. Może dlatego jako pierwszy baca na Podhalu uzyskał unijne certyfikaty na oscypki.
Tradycje pasterskie odziedziczył po dziadku i ojcu, którzy zajmowali się wypasem na Jaworkach. I pan Kazimierz od dziecka gospodarzył z owcami, ostatnio miał ich nawet 600 sztuk. – Zmałymi przerwami na szkołę iwojsko. Ale zamiłowanie od latmam tylko jedno – śmieje się baca.
Furczoń ma dwie bacówki.Od 2003 roku bacuje w Leśnicy, nieopodal drogi głównej przez wioskę. W 1974 roku założył natomiast bacówkęw Łapszach Wyżnych położoną na uboczu, nieopodal drogi na Niedzicę.

     
   

RODZINNE BACOWANIE
Bacówka w Leśnicy - Stanisław Mąka

Baca Mąka wypasa w Leśnicy już od 10 lat. Jego bacówka znajduje się przy drodze do Gronkowa, koło jego rodzinnego domu. Dlatego w pracy przy stadku owiec pomaga mu rodzina.
Oscypki, ale też żentycę i bundz bacy chwalą w całej Leśnicy i Groniu. Jego oscypki są podobno najlepsze w okolicy. Być może baca korzysta ze starych recept swojego pasterskiego rodu. Pan Stanisław najpierw juhasił, gdy wypasał jego ojciec. Potem bacowaniem zajmowali się jego bracia, teraz przyszła pora na pana Stanisława.

     
   

GLICZAROWSKI BACA
Bacówka w Gliczarowie Górnym - Stanisław Jarząbek

Bacówka Stanisława Jarząbka znajduje się przy malowniczej drodze z Gliczarowa na Poronin. Baca sprawuje swoją pracę, kontynuując rodzinne tradycje, skupiając się głównie na produkcji oscypków i bundzu.
Dobry baca ma dużo owiec, dlatego Jarząbek wspólnie z kilkoma juhasami wypasają ponad 600 sztuk. Dla turystów to prawdziwa gratka odwiedzić Jarząbka, który nie tylko produkuje świetne oscypki, ale i nigdy nie opuszcza go dobry humor

     
    BACA PRZY POTOKU
Bacówka w Białym Dunajcu-Lubelkach - Władysław Sądelski
 

Władysław Sądelski bacuje tak długo, że nie pamięta, kiedy zaczął. Już jako młody chłopak juhasił, dlatego świat owiec nie ma dla niego tajemnic.Wypasał już w Leśnicy i Krynicy Górskiej, obecnie swoją bacówkęma przy potoku dunajeckim, przy szlaku niebieskim w okolicach Białego Dunajca.
Bacówka cieszy się więc sporymzainteresowaniemturystów, którzy lubią umilić sobie wycieczkę łykiem żentycy, bądź oscypkiem. Baca więc nie narzeka. Co może być piękniejszego niż zadowoleni podróżnicy?

     
   

BACA PRZYUCZONY
Bacówka w Łapszach Wyżnych - Józef Brawiak

Józef Brawiak od lat hodował owce, ale bacuje dopiero od kilku lat. Co ciekawe, nie ma żadnych korzeni bacowskich, nikt z jego rodziny nie zajmował się wypasem na wysokogórskich halach. – To taki baca przyuczony – mówią o nim pozostali bacowie, ale powtarzają,
że do tej roboty potrzeba sprawnych rąk i wielkich chęci. Brawiak bacuje w Łapszach Niżnych nad Łapszanką , daleko od wsi, na skraju lasu. Ceni sobie spokój, a swoje oscypki rozprowadza wśród okolicznych mieszkańców.cWswoim stadzie ma ponad 300 owiec, które wypasa na pięknych spiskich halach.

     
   

SERKI Z GŁĘBOKIEGO
Bacówka w Łapszach Niżnych - Józef Gołdyn

Józef Gołdyn bacuje przy szlaku na Głębokie. Droga do bacówki nie jest prosta, trzeba jechać na Niedzicę, skręcić w prawo na Łazy. Baca słynie ze swojej pracowitości. Gdy nastały trudne czasy dla baców wyjechał do Niemiec pracować jako drwal.
Po powrocie Gołdyn bacuje już od kilku lat.cWswoim stadzie ma kilkaset owiec, ale skupia się głównie na produkcji serów gazdowskich.
Głównie są to kara, pucok, gołka, bryndza i serek podhalański. Co ciekawe, powiat tatrzański będzie wspierał produkty w postaci tradycyjnych serów gazdowskich, zwanych górskimi.

     
   

BACA SPOD TURBACZA
Bacówka w Zorymbku Wyżnym - Władysław Kołat

Władysław Kołat bacuje pod Turbaczem. Codziennie mijają go setki turystów zdobywających najwyższy szczyt Gorców. Jego bacówka ulokowana jest nieopodal szlaku turystycznego, więc baca produkuje oscypki głównie dla nich.
Góralskie serki najlepiej smakują podobno w drodze, ale baca przypomina, że niejedni klienci zamawiali u niego oscypki na różne imprezy, np. wesela.

     
   

BUNDZ I ŻENTYCA!
Bacówka w Łapszach Niżnych-Głębokich - Jan Wilczek

Baca Jan Wilczek bacuje w okolicach Głębokiego. W swoim stadzie ma ponad 700 owiec, a za sobą kilkanaście lat doświadczenia. Za dawnych lat baca juhasił w Jaworkach.
Wilczek to jeden z tych baców, którzy nie robią tylko oscypków, ale i żentycę. Dlaczego? – Jedni lubią podjeść, inni lubią podpić – tłumaczą zwykle bacowie, którzy skupiają się na produkcji serków gazdowskich i tym podobnych produktów.

     
   

BACA-GOSPODARZ
Bacówka w Brzegach - Andrzej Rzepka

Andrzej Rzepka jak na dobrego bacę przystało w swoim stadzie na nawet 400 owiec. Bacą jest od ponad piętnastu lat. Wypasa w pobliżu Bukowiny Tatrzańskiej przy drodze na Łysą Polanę.
Baca Rzepka wypasa swoje owce na granicy ze Spiszem, więc mówią o nim, że jest bacą wielokulturowym. Specjalnością bacy są nie tylko oscypki, ale i bundz i żentyca.WBrzegach chętnie kupują produkty Rzepki.

     
   

WALKA Z WILKAMI
Bacówka w Murzasichlu - Jan Jasionek

Murzasichle to piękna wieś blisko Zakopanego, na skraju Tatrzańskiego Parku Narodowego. Właśnie tutaj swoją bacówkę ma Jan Jasionek. Baca pracuje w pobliżu domu, tuż przy głównej drodze, która wiedzie przezMurzasichle. Bacówka ukryta jest między domami,
ale prowadzi do niej drewniana tabliczka. Baca wypasa swoje 300 owiec na Kopieńcu.
– U nas się bacuje z dziada i pradziada. Jak byłem młody to juhasiłem. Nieraz się widziało jak wilk czy niedźwiedź porywali owce ze stada – opowiada Jan Jasionek. Teraz jest bacą, więc musi zajmować się też sprawami organizacyjnymi.
– Latam między bacówką a urzędami. Na razie z robienia oscypków nie ma kokosów, więc nie wiadomo, jak to będzie z synem. Woli komputery niż owce – śmieje się baca z Murzasichla.

     
   

BACA UDUCHOWIONY
Bacówka na Rusinowej Polanie - Stanisław Rychtarczyk

Pan Stanisław pochodzi z rodziny Murzańskich, którzy w latach 70. zostali wypędzeni z Morskiego Oka. Nie zeszli z gór, tylko buntując się przeciw ówczesnym władzom rozpoczęli wypas na Rusinowej Polanie. Baca Rychtarczyk kontynuuje rodzinne tradycje, z owcami związany jest od szóstego roku życia.
– Podobnie jak przodkowie po pieronie uparty – śmieje się jego żona. Na Rusinowej Polanie bacama piękne widoki na Tatry Wysokie, ale też blisko na Wiktorówki, gdzie znajduje się kaplica Matki Boskiej Jaworzyńskiej. Baca modli się nie tylko o zdrowie owiec, ale i turystów. Zdarzają się bowiem niezbyt mądrzy podróżnicy, którzy... boją się owiec.
– Przecie one nie gryzą, nawet jak mają rogi – kończy żona bacy z Rusinowej.

     
   

BACA SPOD WIERCHOMLI
Bacówka na Wirchomli - Wiesław Sajdak

Wiesław Sajdak prowadzi bacówkę na Wierchomli od kilku lat. Bacowaniem zajmuje się już od ponad ćwierć wieku. – Pomagałem jeszcze ojcu, a teraz dzieci pomagają mi – uśmiecha się baca.
Bacówka Sajdaka to ostatnia oscypkowa ostoja naWierchomli. Kiedyś wypasało tam kilku baców, jednak od czasu gdy okolica stała się atrakcyjna turystycznie biznes przestał być opłacalny. Mimo to Sajdak kultywuje rodzinne tradycje.
– Oscypki sprzedajemy turystom i okolicznym mieszkańcom. Wnioski? Cały czas trzeba robić oscypki, a na nic innego nie ma czasu – uśmiecha się Sajdak.

     
    BACA Z CHICAGO
Bacówka w Suchej Beskidzkiej - Władysław Komperda
 

Władysław Komperda to jeden z bardziej doświadczonych baców w swojej okolicy. Fachu uczy dużomłodszych pasjonatów wyrobu oscypka.
Kto mógłby lepiej opowiadać o bacy Komperdzie, jeśli nie jego juhasi. – To dobry człowiek i doświadczony baca. Prowadził bacówki w różnych miejscach, aż w końcu zjawili się ludzie z gminy Sucha Beskidzka i zaproponowali tereny. Przyjął propozycję i dziś produkuje najlepsze sery w okolicy – zapewniają.
Władysław Komperda jest znany nie tylko na suskiej ziemi, ale i za Oceanem. Swego czasu gościł w Chicago na zaproszenie amerykańskiej polonii spod Tatr. – Można było się napić słodkiej i kwaśnej żyntycy, oraz zjeść słodkiego sera owczego. Była pokazana scenka z bacówki po „Św. Jonie”, występ pięknych dawnych śpiywek, bacowskich i juhaskich nut – relacjonowali zachwyceni górale z Chicago.

     
    BACA SPOD BABIEJ GÓRY
Bacówka w Zubrzycy Górnej - Bolesław Miętus
 

Bolesław Miętus mieszka w Zubrzycy Górnej, ale swoją bacówkę prowadzi od kilku lat na zboczu Babiej Góry. Z małej polanki, na której pasie się stadko bacy rozciąga się piękny widok na Kotlinę Orawsko-Nowotarską. Miętus ma dowody na to, że Babia Góra nie bez powodu została nazwana przez Niemców Teufelspitze, czyli górą diabła. Baca niejednokrotnie miał do czynienia z wilkami, które próbowały porwać jego owce.
– Tata wraca do bacówki na noc, bo niepokoi się o nasze owce.
– mówi jedna z córek Miętusa, która sprzedaje oscypki zmęczonym wojażom po Babiej Górze turystom. Baca ma siedmioro dzieci, ale nie wszyscy chcą iść w jego ślady. Tymczasem bacówka położona w Zubrzycy Górnej jest jedną z nielicznych w Paśmie Babiogórskim Beskidu Żywieckiego. Tradycja produkcji oscypka nie jest tam tak popularna jak w Tatrach. – Jednak oscypki kupują nie tylko turyści, ale i sąsiedzi – uśmiecha się córka bacy spod Babiej Góry.

     
     JEDYNY W KONINIE
Bacówka w Koninie - Jan Lupa
 

Jan Lupa to jeden z nielicznych baców na limanowszczyźnie. W Koninie tylko on wypasa owce i produkuje oscypki.
Baca jest bardzo popularny w swoich okolicach. Znają go zarówno mieszkańcy okolicznych miejscowości, ale też turyści, którzy zjeżdżają do Koninek na podbój górskich szlaków na terenie Gorczańskiego Parku Narodowego.
- To bardzo zajęty człowiek. Do domu wraca o godz. 22, a już o 4 rano wychodzi z owcami - mówią o nim w rodzinnym domu.

     
   

POD KOTELNICĄ OSCYPKI TEŻ POPULARNE
Bacówka w Kotelnicy Białczańskiej -  Ryszard Kuchta

Ryszard Kuchta od trzech lat prowadzi bacówkę w popularnej i obleganej przez turystów okolicy, tuż obok wyciągu na Kotelnicy Białczańskiej.
– Wypasem owiec w mojej rodzinie zajmowano się z pradziada na dziada. Nie miałem wyboru, musiałem odziedziczyć fach po ojcu – uśmiecha się baca.
Kuchta wypasa 900 owiec, dlatego jest jednym z najprężniejszych baców w okolicy. Praca zajmuje mu całe dnie, ale stanowi ona zarazem pasje.
– Lubię, to co robię. Pracować trzeba, zwłaszcza że turyści często zaglądają do bacówki i kupują oscypki – zapewnia Kuchta.

     
  ZAWÓD DZIEDZICZONY
Bacówka na Baligówce – Jan Hyrczyk


Nie ma w Polsce drugiego tak rodzinnego zawodu, jak wypas owiec. Każdy baca miał w swojej rodzinie nauczyciela – ojca, dziadka, wujka, który wprowadzał go w świat codziennej, ciężkiej pracy na halach i w bacówce. Na Szlaku Oscypkowym najlepiej tę prawidłowość widać w szałasie na Baligówce, gdzie bacuje Jan Hyrczyk. Nieopodal w Jabłonce kierdlem liczącym 700 owiec opiekuje się jego ojciec Stanisław, a obaj panowie mają do pomocy młodszego brata Jana – juhasa Andrzeja. Co roku, 23 kwietnia w dzień św. Wojciecha na pastwiska rusza wiosenny redyk. Stada złożone z owiec wielu gazdów, którzy oddają je pod opiekę baców opuszczają miasteczka i wsie, wędrując ku pełnym soczystych traw górskim halom. Kiedyś odmierzano ilość mleka, jaką daje każde ze zwierząt przed wyjściem na wypas i jesienią po powrocie do gospodarstwa. Na tej podstawie obliczano ile oscypków powinien otrzymać właściciel. Teraz ta tradycja zanikła. Jeszcze niedawno istniała w postaci szczątkowej, bo gazdowie wychodzili w dzień św. Jana, doili swoje owce i w zależności od ilości mleka dostawali odpowiednią liczbę serów. Wiosenny redyk to wielkie święto, które dla większości juhasów i wielu baców oznacza pożegnanie z domem na pięć miesięcy. Bo praca z owcami to sposób na życie i obowiązki siedem dni w tygodniu. Dowodem na to jest Jan Hyrczyk, którego koliba mieści się przy drodze z Czarnego Dunajca do Jabłonki. Młody baca po ślubie w czerwcu, cały swój miesiąc miodowy i kolejne tygodnie spędził… przy pracy w szałasie. Ale tradycja rodzinna zobowiązuje. - Jak Jasiek był w przedszkolu, to w tyn cos wziołek go na wakacje – śmieje się Stanisław Hyrczyk, senior rodu, który bacuje w pobliskiej Jabłonce. W wieku 16 lat, po skończeniu szkoły młody Jan juhasił już w Bieszczadach, potem na Śląsku. Tymi samymi śladami chce iść też jego młodszy brat Andrzej, którego również można czasem spotkać na Baligówce. Warto zatrzymać się tu na kubek żentycy i kilka plasterków oscypka. Poczuć rodzinną atmosferę i cieszyć się ciepłym wiatrem, niosącym z pobliskich łąk brzęk owczych dzwonków. 

 

 

 

 

 

WŚRÓD KROKUSÓW
Bacówka na Siwej Polanie – Wojciech Słodyczka


Spośród wszystkich tatrzańskich dolin, Dolina Chochołowska jest jedną z najchętniej odwiedzanych przez turystów. A czy istnieje lepsze wzmocnienie przed długą wędrówką, niż kęs prawdziwego, owczego oscypka lub plaster pysznego bundzu? Prowiant na całodzienną wycieczkę mamy na wyciągnięcie ręki w szałasie Wojciecha Słodyczki na Siwej Polanie, nieopodal miejsca, gdzie podczas jednej z pielgrzymek lądował helikopter z Janem Pawłem II. Owce pasące się na halach to stosunkowo nowy obrazek w historii polskiego pasterstwa. Kiedyś górale nie mogli pozwolić sobie na taki luksus. Pola w górach trzeba było kosić, a kierdel wędrował po lasach, dzięki czemu nie było też problemu z kornikami. W Polsce jeszcze w latach 80-tych wypasano około siedem milionów owiec. Teraz jest ich zaledwie 350 tysięcy. W Rumunii, gdzie ich liczbę szacuje się w granicach dziewięciu milionów, stado liczące trzy tysiące sztuk to w zasadzie „stadko”. Wojciech Słodyczka odpowiedzialny jest za  300 owiec i jak na polskie warunki to całkiem zacna liczba. Pasterstwem zajmował się od szóstego roku życia. Przez lata juhasił w Jaworkach, gdzie uczył się od doświadczonych baców. Swój pierwszy szałas miał w Cichem. W 2007 roku zbudował kolibę u wylotu Doliny Chochołowskiej i właśnie tu można od niego kupić nie tylko oscypki, żentycę, ale również bundz oraz bryndzę. O jakości jego wyrobów świadczy zdobyta przed kilkoma laty pierwsza nagroda na corocznym zakopiańskim Festiwalu Oscypka. „Teraz juz ni ma na to casu” – mówi baca, którego schedę w przyszłości ma przejąć zięć.

 

 

SZEŚĆ LITRÓW MLEKA NA JEDNEGO OSCYPKA
Bacówka na Gubałówce – Józef Staszel


Kiedy Józef Staszel wychodzi ze swojego szałasu ma widok, którego może pozazdrościć mu niejeden ceper. Baca rezyduje na Gubałówce i kiedy pucy oscypki, może cieszyć oko wspaniałą panoramą na Giewont i sąsiednie szczyty. „Święty Jan mleka dzban” mówi stare góralskie powodzenie i podobnie jak słynne prognozy pogody gazdów ta zasada się sprawdza. Przed 24 czerwca owce dają najwięcej mleka, a oscypki mają najlepszy smak. Jedna owca potrafi dać wówczas podczas udoju nawet ponad szklankę mleka, podczas gdy w miesiące wakacyjne, jest to znacznie mniejsza ilość. A to nie ułatwia pracy, bo jeden oscypek to około… sześć litrów mleka. Dzień św. Jana to również data symboliczna, przed którą kobiety jako „stworzenia nieczyste” nie mają wstępu do szałasu. Młodzi bacowie, tacy jak Józef Staszel, muszą w tym czasie stosować się do zasad, bo inaczej - zgodnie z tradycją musieliby odkazić „co nieco” w żarze paleniska… Gospodarz na Gubałówce wypasa 300 owiec, które można zobaczyć, jadąc na szczyt kolejką linowo - terenową. Bacuje co prawda dopiero od 2012 roku, ale rodzinne tradycje ma ogromne, bo całe życie juhasowali jego pradziadek, dziadek i ojciec. On poszedł krok dalej i śmieje się, że wyprzedził swoich poprzedników. Kolibę, do której codziennie zaglądają tłumy turystów, zbudował sam, po kilku latach pracy w Stanach Zjednoczonych. Widać miłość do gór była silniejsza. Na brak klientów nie może narzekać. Śmieje się, że klienci proszą często o świeży oscypek, najlepiej dzisiejszy, podczas gdy jego zrobienie zajmuje przynajmniej pięć dni. 

 

 

 

 

 

OD CZEGO ZALEŻY SMAK OSCYPKA
Bacówka w Leśnicy – Krzysztof Łaś

Tam gdzie zimą narciarze i snowboardziści oddają się śnieżnemu szaleństwu, latem rządzi stado 800 owiec Krzysztofa Łasia. Choć Kierdel na Kotelnicy widoczny jest doskonale z drogi, prowadzącej przez Białkę Tatrzańską, do koliby bacy, zbudowanej w Leśnicy nie jest już tak łatwo trafić. Wielu koneserów góralskich serów zastanawia się dlaczego każdy oscypek smakuje trochę inaczej. Wpływ na to ma wiele czynników. Po pierwsze, znaczenie ma to, co owce jedzą. Po drugie pogoda i temperatura. Jak jest za ciepło, zwierzęta zaczynają gorączkować, co nie jest dobre dla mleka. W zależności od aury trzeba również mniej lub bardziej podgrzać mleko przed klaganiem. Jak osiągnąć optymalny efekt? Najlepszy termometrem jest palec – mówią zgodnie bacowie. Pogoda ma również wpływ na wędzenie, które przebiega szybciej w czasie upałów. W trakcie „siompanicy” oscypki dłużej „dojrzewają”, mają bardziej szlachetny smak i gęstsze oczkowanie – czyli dziurki. Oscypki Krzysztofa Łasia są doskonałe, bo w procesie ich wytwarzanie bierze udział nie tylko sam baca, ale również jego dwóch synów, dwóch juhasów oraz ojciec. Przy tylu rękach zdolnych i chętnych do pracy efekt musi być doskonały. Swoją kolibę, obok rodzinnego gospodarstwa w Leśnicy baca zbudował dwa lata temu. Do fachu przyuczał go ojciec, który do dziś pucy oscypki w szałasie syna, więc nic dziwnego, że i gospodarzowi marzy się kontynuowanie rodzinnej tradycji. Obaj synowie garną się do pracy przy owcach, ale czy pójdą w ślady taty, Krzysztof Łaś woli nie przesądzać.

 

 

REDYKOŁKI DO PARY
Bacówka na Stawiskach – Jan Wilczek

Na Kacwińskich Polach, wśród łagodnych spiskich wzgórz bacuje Jan Wilczek. Jak sam przyznaje turyści jego szałasu nie odwiedzają, bo dotarcie do niego to prawdziwe wyzwanie i test na orientację w terenie. Czasem pojawiają się krakusi, którzy mają letniskowe domki w dolinie potoku, ale poza nimi nikt nie zakłóca majestatycznej ciszy gór. Jesienny redyk to inaczej osod. Odbywa się w dzień św. Michała Archanioła 29 września. Bacowie i juhasi opuszczają górskie hale i schodzą do wsi, rozdając po drodze redykołki. Tradycja mówi, że zawsze trzeba dawać po dwa serki. Owce są rozdzielane i wracają na zimę do swoich właścicieli, którzy teraz przez kilka miesięcy będą karmić je kiszkonkami (głównie z trawy oraz lucerny) i czekać na powrót wiosny. Jan Wilczek do sprowadzenia z gór ma wyjątkowo pokaźny kierdel, bo liczy on aż 1000 owiec, z czego 600 to owce dojne. Pracuje przy nich sześciu juhasów i kilka owczarków podhalańskich. Cały okoliczny teren jest miejscem wypasu aż pięciu baców. Na Stawiskach jest jednak najprzyjemniej. Z dala od zgiełku, z pięknymi widokami na podhalańskie pogórze. Warto mimo odległości i skomplikowanej trasy przywędrować do bacówki na Stawiskach, wypić tradycyjny kubek żentycy i posłuchać o tym, jak Jan Wilczek juhasował na Ukrainie, czy jak wygląda wypas 1000 owiec na 180 hektarach ziemi, dzięki którym można wytworzyć nawet 30 oscypków dziennie. Można też posłuchać wiatru w polu, wyciągnąć nogi i po prostu – odpocząć.

Drukuj

Zawartość plecaka

Twój plecak jest pusty